Kampania Główna - 1
Pierwotnie planowana jako "sesja zero", gdzie mieliśmy ustalić większość formalności, uzgodnić kto, co, gdzie, kiedy i w jakim stopniu. Skończyć tworzenie postaci. Skonfrontować nasze oczekiwania versus oczekiwania Mistrza Gry.
W rezultacie wyszło, że po krótkim dogadaniu co i jak, i stworzeniu postaci Konrada, wszyscy chcieliśmy właściwie zacząć już grać... i zaczęliśmy.


Postacie Graczy:
Erkeled (El) - Rouge lvl 1
Konrad - Fighter lvl 1
Nayreene - Sorcerer lvl 1
O'Melpher - Cleric lvl 1 (gracz dołączył w połowie sesji)
Postacie Niezależne (współwięźniowie):
Buppido (Derro)
Eldeth (Duergar)
Jimjar (Svirfneblin)
Ront (Ork)
Shuushar the Awakened (Kuo-Toa)
Stool (Młody Mykonid)
Topsy i Turvy (Gnomy Głębinowe/Wererats)
Bliżej nieokreślona liczba innych więźniów

- Bohaterowie są niewolnikami w kolonii karnej Velkynvelve
- Kiedy nadzorca Jorlan dostaje wiadomość z Menzoberranzan, atmosfera znacznie się pogarsza
- Więźniowie ze średnim powodzeniem próbują zaplanować ucieczkę
- Z pomocą Konrada, Erkeled przekrada się przez kolonię w poszukiwaniu użytecznych przedmiotów
- Shuushar ma wizję, przekazuje pozostałym więźniom, że cała kolonia zostanie zlikwidowana
- Erkeled i Konrad próbują wykraść się z cel, ale strażnicy ich zauważają
- Uciekając, bohaterowie trafiają na Jorlana i jego podwładnych
- Topsy i Turvy giną w walce z nadzorcą, Konrad jest ciężko ranny, ale z pomocą O'Melphera trzyma się na nogach, Ront pozbawia Jorlana głowy
- Grupa trafia na kapliczkę poświęconą Lolth, Konrad wpada w szał plądrowania
- Przeszukując komnaty Jorlana, grupa znajduje magiczny topór, czyste ubrania i zwoje magiczne
- Po krótkiej debacie, wszyscy uciekają z Velkynvelve
- Niedługo po wyruszeniu w tunele grupa uciekinierów przemyka się obok wozów wypełnionych uzbrojonymi wojownikami, kapłanami i czarodziejami drowów

Jako że wszyscy w Velkynvelve byli już od jakiegoś czasu, każdy z więźniów miał przy sobie jakieś drobne przedmioty, które udało im się przemycić podczas ubiegłych tygodni, bądź miesięcy w kolonii karnej. Niestety, albo to ze strachu albo z braku zaufania, raczej nikt nie był chętny dzielić się informacjami o posiadanym "dobytku".
Sytuacja wyglądała nieciekawie. Dostawy żywności opóźniały się już drugi albo trzeci tydzień. Materiał do cotygodniowej wysyłki zalegał na wozach i nawet strażnicy wydawali się być zaniepokojeni. W ostatnich tygodniach zmalał też nadzór, i, mimo że niewolnikom ciągle kazano "kopać miał", to biczowania było mniej. Niestety mniej było też prowiantu i poniektórzy walczyli ze zmęczeniem do stopnia, gdzie spać mogli nawet na stojąco.
Od kilku dni wszyscy wiedzieli, że główny nadzorca placówki - Jorlan - niedawno dostał wiadomość z Menzoberranzan. Niestety nieznana była jej treść, ale sam Jorlan nie wyglądał na szczególnie zadowolonego z otrzymanych informacji.
Jak co dzień, niewolnicy obudzeni zostali waleniem w metalowe pręty ich cel. Szczury uciekły, kiedy pierwsze osoby podniosły się z ziemi. Po krótkiej pobudce i okazjonalnym kopniaku, dla ociężałych do wstawania, wszystkich przepędzono przez korytarz do głównej groty, w której zalegały pełne miału wozy. Kiedy wszyscy ustawili się koło wyrobiska "gotowi do pracy", a Stool - młody mykonid - jak zwykle zaczął kręcić się bez celu pomiędzy współwięźniami, grupa została pozostawiona niemal sama sobie. Nadzorujący ich strażnik nie zwracał uwagi na więźniów, co było wystarczające, by w miarę swobodnie rozmawiać i nie przykładać się zbytnio do przymusowej pracy.
Korytarze były słabo oświetlone, zaś strażnik błądził gdzieś myślami. Dostrzegając to, Erkeled - pół-elf - zasugerował, że to dobry moment na zwiady. Po krótkiej dyskusji El i Konrad ustalili "plan działania". Tiefling zakradł się do strażnika, i nim ten się zorientował, Konrad wyrzucił go ze skarpy w stronę jeziora. Erkeled, wykorzystując sytuację, przekradł się do korytarza, zaś Konrad wrócił do reszty grupy, udając, że o niczym nie wie. Zwabieni krzykami, przybiegli kolejni strażnicy, jednak nie byli w stanie stwierdzić, za czyją sprawką ich kolega wylądował na środku jeziora. Nim byli w stanie zorganizować jakąkolwiek pomoc tonącemu, z jeziora wyłoniły się olbrzymie macki, które wciągnęły istotę pod taflę wody. Strażnicy przez chwilę krzyczeli coś w nikomu niezrozumiałym języku, ale ostatecznie rozeszli się, wracając do swoich obowiązków. Jeden z nich został z grupą. Nie zauważyli jednak braku więźnia - pół-elfa.
W międzyczasie Erkeled przekradał się przez kolonię, przeszukując kolejne pomieszczenia. Niestety, poza zgniłą żywnością, starymi narzędziami i zastawą stołową, nie znalazł nic wartościowego. Niedługo potem, nie chcąc ryzykować wykrycia, wrócił do reszty grupy, kiedy strażnicy zmieniali wartę.
Po skończonym "dniu pracy", wszyscy zostali odprowadzeni do cel. Więźniom został wręczony posiłek, a raczej "coś", co miało pełnić jego formę. Z misek wypełzły larwy, na które ochoczo rzucił się Konrad. Niedługo potem, wycieńczeni i większości głodni, wszyscy poszli spać i znów zapadła cisza.
Shuushar - starzec rasy Kuo-Toa - zerwał się znienacka, z szaleńczym spojrzeniem zbudził kogo mógł, mówiąc, że wie, co było w liście z Menzoberranzan. W swojej wizji, ujrzał Jorlana czytającego wiadomość. List mówił o likwidacji kolonii. Nie było tam daty, ale miało to nastąpić niebawem. Przestraszony Kuo-Toa nie musiał prosić długo. Słysząc o planach likwidacji Velkynvelve i prawdopodobieństwie utraty życia, Konrad i Erkeled postanowili działać od razu. El, wpierw upewnił się, że strażnicy ich nie obserwują, po czym zaczął wyginać zęby widelcom, jakie znalazł wcześniej, kiedy przechodził przez kuchnię. Kiedy skończył tworzenie prowizorycznych narzędzi, próbował otworzyć zamek, co jednak skończyło się porażką. Korzystając z sytuacji Konrad próbował podejrzeć jakiej płci konkretnie jest El, jednak mimo łachmanów i znoszonej garderoby Erkeleda, nie udało mu się to [straight roll contest: El: 20, Konrad: 19]. Niestety z tego wszystkiego, strażnicy zauważyli majstrujących przy drzwiach więźniów. W pośpiechu, Konrad i El z pomocą Ronta stwierdzili, że poczekają, aż strażnicy otworzą drzwi, po czym ich staranują - tak też zrobili, zaś z istot przygniecionych drzwiami nie było co zbierać. Widząc co zaistniało, reszta poderwała się z miejsca. Nie było czasu na planowanie, straż mogła ich znaleźć lada moment. Konrad i Ront zabrali włócznie martwych strażników, jedną dostała też Eldeth - duergarka - po czym wszyscy opuścili cele.
Z Velkynvelve były trzy możliwe drogi ucieczki: Północne Przejście prowadzące do Menzoberranzan (gdzie nikt nie chciał iść), Zachodnie Przejście w stronę Darklake i Południowe Przejście, prowadzące w stronę Gracklstugh.
Mimo licznej grupy, wszyscy próbowali zachować ostrożność. Ustalili, że uciekną zachodnim wejściem, co znaczyło, że musieli udać się do windy i potem w dół groty nad brzeg jeziora. Znaczyło to też, że muszą skutecznie przejść przez połowę kolonii. Niestety nie mieli pewności gdzie są strażnicy ani jak wielu może ich być. Przez chwilę kontemplowali też wypuszczenie szalonego quaggotha z "izolatki".
[Missing info]
Grupa była coraz bliżej celu. Ront kupował im czas, zatrzymując kilku strażników z tyłu. Potencjalny problem mógł stanowić tylko Jorlan. Wszyscy byli zmęczeni, ale wolność była tuż za rogiem.
Wchodząc do następnego pomieszczenia, grupa ujrzała istny mur strażników. Konrad tylko uśmiechnął się do siebie, kiedy zza nich ujrzał wysokiego drowa. Nie było już odwrotu. Większość więźniów zaszarżowała od razu. Erkeled wycofał się w róg sali, by mieć sytuację na oku. Nayreene i O'Melpher także chcieli wycofać się na bezpieczną odległość, ale Konrad zatrzymał dziewczynę. Zupełnie jakby wiedział, że będzie w stanie pomóc, gdyby tylko nie dodatkowe akcesorium spoczywające na jej nadgarstkach. Tiefling uśmiechnął się szeroko i jednym ruchem rozerwał każdą z kajdan antymagicznych, po czym rzucił się w stronę ściany strażników i Jorlana.
Sytuacja nie wyglądała dobrze. Uciekinierzy byli praktycznie nieuzbrojeni i bez środków medycznych. Erkeledowi kończyły się sztućce do rzucania, Topsy była ciężko ranna, a jej brat - Turvy leżał nieprzytomny, Konrad poważnie oberwał od drowa, Eldeth też nie wyglądała najlepiej odpierając ataki trzech strażników na raz, a Nayreene miała wyraźny problem nawiązania połączenia ze splotem magicznym, przez co jej sztuczki pozostawiały wiele do życzenia. Wtedy niespodziewanie z korytarza wybiegł Ront, mocno zadowolony z siebie, a z kąta sali dobiegła cicha prośba o zdjęcie kajdan. Ront bez wahania dołączył do reszty, stając naprzeciw Jorlana, zaś O'Melpher rzucił się na środek sali, im bliżej Konrada, by ten uwolnił go z kajdan. Wyzwolony z bransolet antymagicznych, O'Mel zajął się ranami tieflinga, korzystając z magii leczenia. Niestety Topsy padła martwa obok swego brata, kiedy otoczyli ją strażnicy. Wtedy też Jorlan, za sprawą Ronta, wydał ostatnie tchnienie. Widząc to, poniektórzy strażnicy uciekli, innych dobił Konrad.
Bez Jorlana - jedynego nadzorcy - kolonia popadła w chaos. Wykorzystując to, grupa postanowiła sprawdzić kilka z pomieszczeń, gdzie wcześniej nikt nie miał dostępu. Jednym z nich okazała się być kapliczka Lolth. Pięknie zdobiony ołtarzyk i kilka monet w misie wystarczyło, by Konrad wpadł w szał plądrowania. Widząc jego szaleństwo, reszta udała się do kolejnego pomieszczenia, które okazało się być prywatnymi komnatami Jorlana. Tutaj grupa znalazła szklaną szkatułkę ze zwojami magicznymi, które równo rozdano między Nayreene i O'Melphera, oraz pięknie zdobiony topór. Konrad zadowolony z siebie, dołączył do reszty, gdzie kilka osób sprawdzało czystą garderobę byłego nadzorcy. Po krótkiej identyfikacji topora, został on oddany w ręce Konrada. Nie chcąc tracić więcej czasu, wszyscy udali się do windy i w dół groty, nad brzeg jeziora.
Nie minęła godzina przeprawy przez tunele, kiedy grupa sprawnie uniknęła wozów wypełnionych wojownikami i kapłanami drowów. Kiedy byli pewni, że nikt nie podąża ich śladem, urządzili postój, by opatrzyć rany i omówić dalszy plan działania.
[+250 exp - ucieczka z Velkynvelve]


